Plany, planami…niedzielny wielkanocy wieczór…a moze noc, spedzilismy umawiajac wyjazd do doliny Pieciu Stawów…Ranek…i wynikła sytuacja, wywróciła nasze plany do góry nogami. Miedzynarodowe kontakty wpłyneły na szybką zmiane decyzji. Wyruszamy na Kalatówki. Jednak jak mozna być na Kalatówkach i nie odwiedzić siostry Ambrozji? Kolejnej z serii znajomych Franka, rozsianych po całym świecie. Spedzamy u Albertynek dobra godzine zaprawianą furą ciasta i pysznym bigosem, potem Msza Św. w przyklasztornym kościółku, i dalsza droga na zawody ” o Wielkanocne Jajo”. Południe spedzamy na zawodach, gdzie pada pomysł organizacji podobnej kołowej imprezy w przyszłym roku na Szyndzielni. Co oczywiscie stanie sie faktem, bo jak juz cos postanowimy….(no wiec zabieramy sie do poszukiwania na strychach i piwnicach drewnianych nart i strojów z epoki 😉 Poza tym nasi słowaccy przyjaciele zadeklarowali juz sowje przybycie. Kulminacją naszego poniedziałkowego wyjazdu jest Hala Kondratowa…złazimy, a potem przez Korbielów wracamy do domu. Oczywiscie do…domu Reni, do Sopotni, gdzie spedzamy cała poniedziałkowy wieczór i wtorkowy poranek snujac długieeee, długiieee opowieści.
Anna Kuś

































