To juz drugi sposrod dwoch planowanych wyjazdow z cyklu – „poszerz swoje uprawnienia wraz z Frankiem”. Czesto tez okreslany mianem…”wycieczki z Frankiem to substytut codziennej diety”. Tym razem nieprzypadkowo padlo na Gorce.
Z lekkim zadziwieniem spogladalismy w niebo w sobotni poranek – nie padalo i zrobilo sie calkiem przyjemnie. Wczesne spotkanie na bielskim peronie… od samego rana kupa smiechu, ku dezorientacji peronowego zulika, ktory widzac wystajace kije z plecakow, oznajmil, ze z pewnoscia idziemy na ryby…
Potem dluga czterogodzinna podroz do Nowego Targu…glupawka na calego… buty Kasi przemieszczaja sie po calym skladzie, pierwsze proby Bartka wkupienia sie do kola… robi sie goraca atmosfera, a na to wszystko kelner przychodzi sprawdzic bilety… I nie jest to wcale pomylka, wszak byl to najprawdziwszy kelner. Od tej pory kazdy konduktor to kelner, a kelner to konduktor, co zasluga jest Reni. W koncu wesolym autobusem spiewajaco-krzyczacym, ze niby cos o naszym Franku, niby o jego zupanku… dotarlismy do Lopusznej. Tu krotki, ale jakze owocny postoj przy kosciolku, w dworze Tetmajerow a wlasciwie to przed dworem, wreszcie w muzeum poswieconym ks. Tischnerowi.
Po krotkim posilku czarnym szlakiem, z piekna panorama na Tatry, Pieniny i Beskid Sadecki, a nastepnie szlakiem czerwonym docieramy na Turbacz. Wyglodzeni zasiadamy do kolacji… a potem to juz „hulaj dusza, piekla nie ma”… spiewamy, spiewamy, spiewamy. Oczywiscie nie ograniczamy sie do kolowego spiewnika, bo ten juz dawno sie skonczyl. Zygmunt daje nam poznac swoj dawno skrywany repertuar… Nowo odkryci znajomi z Myslenic stawiaja na pokazywanie. I tylko Tetmajer z obrazka spoglada na nas dziwnym wzrokiem… Pozna noca w pokoju przyrzadzamy ostatni posilek tego dnia, a wlasciwie nocy… i bawimy sie w kroliczki (najlepszy pasztet z kroliczka nr. 9), prosto albo na krzyz 🙂 ktora okazuje sie gra logiczna dla naprawde wytrwalych, bo gdy myslisz, ze wiesz juz o co chodzi, okazuje sie, ze nie o to co myslisz 🙂 I w koncu idziemy spac, myslac o zjawisku alienacji 🙂
Niedziela to dzeszcz, bloto, deszcz, snieg, bloto, deszcz, bloto… i tak do samej Rabki. No moze z krotka przerwa w schronisku na Starych Wierchach i Maciejowej… ze zdjeciem Tomka – Rogacza z klocem. A potem to juz dluga podroz powrotna do domu… i rozmowy na intymne tematy, bo intymne sprawy kazdego z nas to intymne sprawy kola, a intymne sprawy kola to intymne sprawy kazdego z nas. Ach i jeszcze ten wyklad SzeFa na temat zycia w pociagu relacji Zywiec-Bielsko… A potem to juz dlugie odsypianie nieprzespanej nocy.
Tomasz Zalot, Anna Kuś, Monia Mazgaj, Artur Feruga


























































































