Po rannych perturbacjach, porannej herbatce u SzeFa (god. 6.30) poddaliśmy się jakże wysublimowanym czynnościom na granicy w Korbielowie pt. „dopchamy, a może nie dopchamy Toyoty Romka do odprawy granicznej?”. Jednak szczęśliwie, acz z pewnym opóźnieniem, bo to trzeba kupić tradycyjne lody u dziadka w krynickiej budce, bo Franko ma znajomą w Czorsztynie, którą akurat dziś przydałoby się odwiedzić, i jeszcze bo to i tamto…. O tak, wreszcie jesteśmy…dojeżdżamy do Jaworek i ostro wspinamy się wąwozem Homole. Po dwóch godzinach docieramy na Wysoką, a jak powszechnie wiadomo – na Wysokiej Turni siedziało dwóch durni…no moze było nas troszeczke wiecej…kilka zabawnych fotek, dziesiątki prześmiewczych niezapamiętanych haseł iiii gubimy SzeFa. Choć nie, tak naprawde to on gubi nas… Szybkie poszukiwania i sobotę kończymy jakże fascynującym przejściem wśród krzków i chaszczy – poprostu Circa Coma – dla wtajemniczonych. Po drodze zakładamy nową partię, Partię Przyjaciół Grabienia, której Szefem nie bez przyczyny zostaje Artur, wieloletni działacz rudzickiej GRABÓWKI. Romek wspomina coś o rezerwacie Kos i wcale nie Kosów i w tak zabawnej atmosferze kończymy sobotni wieczór w szczawnickim schronisku Orlica. Hmmm, ale jakoś ten pierwszy wyjazd kursowy przydałoby sie zainaugurować prawda? Dlatego tez nie trzeba długo czekać, a z plecaków strudzonych kursantów wyłaniają sie 4 półlitrówki…W głowach nam się kręci, opowiadamy głupoty, wspominamy wyjazdy i co najważniejsze – nie śpiewamy! Zimny poranek, lodowaty prysznic, szybkie śniadanie, krótka msza w Krynicy i pyszne lody na drugie śniadanie. Potem Sokolica, układamy nową kursową pieśń, scenariusz na 15 roczek koła, Góra Zamkowa – telekonferencja z Księżną (wielką nieobecną naszego wyjazdu), Trzy Korony…Zdjęcie Czuba na tle Czuba. O tak, mamy dość i to wcale nie ze względu na wysiłek, a raczej na ciągły i nieustający śmiech. No bo z taką ekipą, to nie można się nudzić!
Anna Kuś, Artur Feruga













































































