Wyjechaliśmy czterema samochodami w kierunku Podhala. Babia Góra mieniła się w słońcu ze stoków Obidowej, Tatry śmiały się na horyzoncie i kusiły cudownie białymi szczytami. Ale tym razem nie tam prowadziła nasza droga. Stanęliśmy przed dworem Tetmajerów w Łopusznej. Wokół śpiewały ptaki, zieleniła się świeża trawa poprzetykana krokusami. Wszystko pachniało w promieniach wiosennego słońca. Odwiedziliśmy też kościół, otwarty jakby specjalnie dla nas i oczywiście cmentarz z grobem ks. Tichsnera. Zawsze fascynował mnie nagrobek prosty, a zarazem niezwykły jak człowiek w nim pochowany. Wieśc niesie, że przy szukaniu kamienia na nagrobek odłamano potężny blok, a kamieniarze z zaskoczeniem ujrzeli na nim pasmo Gorców, u stóp których ks. Tichsner urodził się i wychował i które ukochał w szczególny sposób. Stojąc przed Jego grobem patrzyliśmy właśnie na ten niezwykły kamień, a duch profesora unosił się nad nami…
Słonko było już wysoko, świeciło cudownie mocno, góry przyzywały. Powędrowaliśmy więc na Turbacz, zachwycając się po drodze łąkami pełnymi krokusów i pasterskich szałasów. Schronisko na Turbaczu przygarnęło nas już w niskich promieniach słońca. Zostawiliśmy więc plecaki i poszliśmy na szczyt żeby pożegnac tak piękny dzień. Tarcza naszego dziennego towarzysza była krwisto czerwona i utonęła w chmurach gdzieś pomiędzy Babią, a Pilskiem. W schronisku tłumy, moloch nas pochłonął… I chyba przez tę komercję, która aż tutaj w ten górski świat zawitała, zagubiła się nasza rezerwacja i pozostała nam do spania podłoga 🙂 Ale chyba dzięki temu zrobiło się klimatycznie za zamkniętymi drzwiami sali kominkowej.
Na drugi dzień droga poprowadziła w kierunku Gorca. Nie spieszyło się nam. Po drodze tyle pięknych miejsc przyciągało wzrok. Zmieniające się krajobrazy i droga wijąca się leniwie aż po horyzont… I jeszcze jaskinia i jeszcze poszukiwanie miejsca gdzie rozbił się liberator, a na koniec asfalt przysiółka Jaszcze i zejście do Ochotnicy. I zaczarowaliśmy deszcz, bo zaczął padac dopiero gdy byliśmy już na dole. A potem już tylko długa podróż do domu i hologram wspomnienia zatrzymany pod powieką…
Anna Chmura























