18 kwietnia 2010 r.
Przejście kondycyjne. Trasa Zwardoń – Bielsko. To budzi respekt. I chęć sprawdzenia się.
Wyruszyli o 8,00 rano, a na końcowym przystanku ósemki w Bielsku byli po 21,00. Uff… Pogoda dopisała więc i wędrówka była przyjemna, przeplatana krótkimi przerwami, obowiązkowo „panoramkami”, poznawaniem nowych ścieżek. W miarę upływu dnia kilometry ciążyły w nogach, znużenie dopadało mięśnie, a bąble pięty, czasem zwątpienie pojawiało się w sercu…
A Szef był niezmordowany, niezniszczalny…
W miarę upływu dnia wykruszała się na początku dość liczna ekipa. Ostatnich kilka osób już po zmroku schodziło z Szyndzielni. Każdy z nich wyniósł z tego dnia coś innego dla siebie. Każdy kierował się pewnie czymś innym idąc w góry. Wielu odbyło walkę najtrudniejszą – z samym sobą – i z walki tej wyszli o włos lepsi i mocniejsi.
Życzliwe słowa, uśmiech, radość w oczach. Całkowite zaskoczenie urodą gór tego dnia, szlaku niby znanego, a jednak innego…
Przejść granicę, zmienić świat… Poczuć gdzieś w głębi duszy ślad przejścia niekiedy bardzo prostego, niekiedy radykalnego i wymagającego… Zmiana skali, nowa perspektywa… Zmienić świat, zmienić siebie… Kiedy otwiera się wszechświat, którego istnienia długo nawet nie przeczuwałeś… Bezmierna lekkość chwili… Zmienić świat… Przez drzwi postrzegania w samej głębi siebie…
Anna Chmura


