30-31 stycznia 2010 r.
Wyjazd ten był niejako kontynuacją poprzedniej wycieczki. Beskid Makowski został trochę na wschód od nas i pewnie dostrzeglibyśmy trasę, którą szliśmy dwa tygodnie temu gdyby nie zerowa widoczność – szczególnie drugiego dnia wędrówki. Zwiedzanie Wadowic rozpoczęliśmy obowiązkowo od pysznych kremówek, a potem spacer umilał nam licznymi ciekawostkami Przemek, który stąd pochodzi. Potem ruszyliśmy w kierunku Gronia. Droga była daleka, a dzień krótki. Podejście pod Gancarz dało niektórym w kość i tempo spadło. Zaspy na grzbiecie także nie pomagały. Śnieg był zmrożony i co chwilę zapadaliśmy się w nim głęboko. Zmierzch zastał nas daleko od gościnnego schroniska.
Ranek wstał cichy, a śnieg prószył leniwie z wszędobylskich chmur. Ruszyliśmy pomału w stronę Leskowca, który jako jedyny szczyt w czasie dzisiejszej wędrówki mógł nas przywitać piękną panoramą. Niestety… chmury były nieubłagane. Potem ścieżka poprowadziła nas wśród lasów prze Potrójną ku Łamanej Skale. Stamtąd dotarliśmy do Chatki studenckiej pod Potrójną. Tu chwila oddechu przy ciepłej herbatce i dalej na szlak. Po drodze wdrapaliśmy się na piękną skałkę „Zbójeckie okno” i zamykając pętelkę wróciliśmy na szlak czerwony, który poprowadził nas z powrotem do Łamanej Skały i dalej przez Mladą Horę i Wielki Gibasów Wierch do gościnnej chaty na Gibasach. Tu ostatni już postój przed zejściem do Ślemienia ukazał nam życie jak dawniej – w górskiej rzeczywistości, wśród śniegów, z dala od cywilizacji.
Puste, leśne ścieżki, dokoła biało i spokojnie. Trochę narciarzy , trochę turystów… To krajobraz Beskidu Małego o tej porze roku. Beskidu Małego, który jest wielki przez swoje zapomnienie.
Anna Chmura


