Wyjazd jak zwykle w środku nocy pociągiem z Bielska. Po drodze dosiadają się kursanci i inni uczestnicy tego wyzwania. Ruszamy z kopyta z dworca w Zwardoniu. Ja idę jakoś szybciej na Sołowy Wierch bo wiem, że i tak mnie za chwilę reszta ekipy dojdzie. Po drodze mija mnie Michał ,jakbym stał w miejscu. Na szczycie czekam na grupę i dalej idziemy razem. Do Koniakowa dochodzimy w grupie, później Prezesostwo schodzi ze szlaku a my jako kandydaci nie ważymy się na taki krok i podchodzimy szlakiem pod Ochodzitą, obserwując poczynania Władzy z góry. W pewnym momencie jednak i na nas przychodzi moment zejścia ze szlaku – nestety za moją sprawą, gdyz idąc już któryś raz tym szlakiem wiedziałem, że w pewnym momencie trzeba odbić, tyle że wymyśliłem to odrobinę za wcześnie i w ten sposób już wszyscy razem błądzimy po zboczach Ochodzitej. Wycieczka przedziera się wschodnim zboczem, a ja przez ostrężyny i borówki wracam na szlak i czekam na asfaltówce w Koniakowie. Z relacji zagubionych pod Ochodzitą wiem, że ominęło mnie pasjonujące przejście prze niekoszoną łąkę. Wreszcie docieramy na Koczy Zamek i tam posilamy się, tudzież uzupełniamy płyny, tudzież walczymy toporkiem z butami.
Na Koczym Zamku dochodzi do rozdzielenia grupy i małymi grupkami wyruszamy w kierunku schroniska na Przysłopie, gdzie zarządzony został następny postój . Mijamy się, wyprzedzamy, dochodzimy, odchodzimy i tak przez dwie godziny drogi. W końcu dochodzimy do schroniska, gdzie znowu przez chwilę jesteśmy wszyscy razem. Jednakże nie wszystkim się to podoba i wyruszają w dalszą drogę, na najwyzszy szczyt dzisiejszej trasy – Baranią Górę. Jeden z nas próbuje sprzedać używane buty górskie, ale jakoś nie ma chętnych, Więc w drogę…
Przejście w stronę przełęczy Salmopol przebiega podobnie jak na Przysłop, każdy idzie swoim tempem, niektórzy nawet nie zaliczaja wejścia na platformę widokową na Baraniej, ze zwykłego lenistwa… po drodze dochodzi do penetracji Jaskini Malinowskiej i znowu wszyscy razem spotykamy się na spychaczówce na południowo – zachodnim zboczy Malinowa. Na Salmopolu uzupełniamy płyny, a młodzież rusza na eksplorację Jaskini Salmopolskiej, ale tak to jest jak niektórzy nie mogą pić piwa… muszą chodzić po dziurach… Nie wiem co lepsze.
Droga na Karkoszczonkę przebiega podobnie, jesteśmy rozciągnięci na jakiś kilometr, może półtora. Piszę na Karkoszczonkę ponieważ tylko do tego momentu moje „super buty” dały mi dojść, niestety musiałem zejśc do Szczyrku i nie wiem jak było dalej, ale wszyscy doszli do Bielska, a jeden z nas podobno nawet do Jaworza czy innej Wapienicy.
Do zobaczenia na szlaku.
Jakub Górny

