15 – 16 listopada 2008.
Po szybkim powitaniu kierujemy się w stronę fortów leżących na trasie do Żabnicy. Ku zdziwieniu uczestników, nie idziemy, jak przykazał Bóg, kulturalnie drogą, ale błyskawicznie desantujemy się na przydworcowy tartak, jak gdyby nigdy nic mijamy pracowników i mamy zaoszczędzone jakieś 458 metrów trasy. Niezły początek nauki Panie Prezesie!
Po zwiedzeniu fortów: „Wędrowiec” i „Wąwóz” udajemy się przetarty szlakiem przez tartak do centrum W. Górki celem spożycia śniadania i uzupełnienia płynów przed planowanym zdobywaniem górskich szczytów. Młodzież nienawykła do jedzenia kanapek okupuje miejscową (czytaj: gilowicką) cukiernię i po krótkim posiedzeniu ustępujemy miejsca przy stolikach przeważającym siłom przedszkolaków. Przechodzimy do ofensywy przekraczając rzekę Sołę, podchodzimy chodniczkiem pod budynek wybudowany na forcie „Włóczęga” i dalej drogą kierujemy się do fortu „Waligóra”. Spod fortów, kolejnym skrótem (zeszliśmy ze szlaku!!!), kierujemy się na zielony szlak prowadzący nas między Baranie Cycki i dalej na Fajkówkę. Trasa bez historii, trochę asfaltu, trochę kamieni, trochę zrywki drewna. W Kamesznicy Złatnej zostaje na chwilę Kasper czekając na Kasię – co by sie dziewce w lesie samo nie zgubiło. W drodze na Fajkówkę stajemy na popas, ale Prezes rozwiewa nasze nadzieje na słodkie leniuchowanie i każe, korzystając z mapy przedstawić ogółowi panoramę Beskidu Żywieckiego. Po długotrwałym studiowaniu mapy, decydują się na to dwie, może trzy osoby i idziemy dalej. Na Fajkówce żegnamy Magdę i Andrzeja, oraz witamy doganiających nas Kasię i Kaspra. Młodzież przypuszcza udany szturm na pieczątki i po zjedzeniu kanapki ruszamy czarnym szlakiem w stronę szczytu Baraniej Góry. Po dojściu do pierwszej spychaczówki Prezes zarządza zmianę kierunku celem ominięcia szczytu. Jakieś 2 kilometry i 2 zakręty później, ze spuszczonymi głowami wracamy na szlak. Chwilę później następuje druga próba ominięcia szczytu Baraniej, tym razem udana. Ci co szli ową trasą i których telefony i spodnie nie wytrzymały trudności związanych z tym przejściem wiedzą czego się można spodziewać na zboczach Baraniej.
Po jakiejś godzinie wychodzimy z lasu niedaleko schroniska na Przysłopie, omijamy je i lecimy w dół w kierunku Pietraszonki. Na Karolówce żegnamy się z Kasią, która idzie do Wisły. My natomiast finiszujemy do Chatki, w której mamy nocować. Ku naszemu zdziwieniu Chatka zamknięta na cztery spusty nie daje nam schronienia. Prezes zarządza dalszy marsz, na kwatery prywatne. Tutaj niestety nas nie chcą. Plan „C” uwzględnia spanie w „Zaolziance”, ale następuje zmiana kierunku i w końcu, w egipskich ciemnościach, dochodzimy na Stecówkę, gdzie Prezes po negocjacjach z obsługą przekazuje nam wiadomość: NIE MA MIEJSC!!! Co nie umniejsza zapału niektórych do przybijania pieczątek. Jednakże Prezes wlewa nadzieję w nasze serca, że może przyjmie nas ksiądz na plebani. Nie będę propagował alkoholizmu i nie napiszę, kto pił piwo, ale zasłużyli na to. Wreszcie po negocjacjach z księdzem Prezes oznajmia nam, że mamy nocleg, ale musimy zachowywać się kulturalnie (tak jakbyśmy nie umieli). Zakwaterowanie przebiega sprawnie, później jakieś kanapki, kabanosy. Dwóch uczestników (pominę personalia) chciało pożyczyć od zaprzyjaźnionych oazowiczek suszarkę, celem suszenia telefonu, w desperacji zgodzili się na nawet na lokówkę, ale nic z tego nie wyszło. Niektórzy chcąc się napić napojów wracających siły udali się do schroniska, ale nie zaznali polskiej gościnności i ze smutkiem wrócili na plebanię. Do poduszki Piotrek czyta o obrońcach W. Górki, opowiada o przysiółku Przysłop i miejscowości Targoszów (tu nas uspał, hehe) i juz śpimy, albo próbujemy.
Nazajutrz Prezes zrywa się w środku nocy koło 7:30 i zarządza pobudkę. Jemy śniadanie i w 91,66 % procentach udajemy się na mszę. Po 10 minutach 18 % z nas wraca, bo zimno i tłoczno. Około 10 wychodzimy na szlak, kierujemy się czerwonym na Przysłop, gdzie następuje kolejny atak na pieczątki i niespodziewanie Prezes zarządza spowiedź. Po spowiedzi atakujemy szczyt Baraniej, niestety pogoda uniemożliwia podziwianie nam widoków rozpościerających się z tego szczytu, niektórzy będą musieli tu wrócić. Z Baraniej kierujemy się zielono – czerwonym na Magurkę Wiślańską, a później zielonym na Malinowską Skałę i Skrzyczne. Z minuty na minutę pogarsza się pogoda, zakładamy wszelkie możliwe części garderoby i brniemy w błocie dalej. Ku naszemu zdziwieniu okazuje się, że nie jesteśmy sami na szlaku bo raz po raz mijamy grupki turystów, życząc sobie powodzenia idziemy dalej. W okolicach Zielonego Kopca wymyślam plan „B”, mianowicie, zejście na Przełęcz Salmopolską, namawiam Piotrka, zresztą nieszczególnie się trudząc i dajemy znać komórkowo Prezesowi, że odpadamy. Reszta nieustraszonych poszła na Skrzyczne, czy doszli i co się działo, niech napiszą…
Do zobaczenia na szlaku,
Kuba
Jakub Górny

