24-25 maja 2008 r.
Štefanova – Malý Rozsutec (1343 m n.p.m.) – Vel'ký Krivaň (1708 m n.p.m.)
Lista uczestników:
| 1.Artur Braszkiewicz 2.Przemek Ficoń 3.Ela Wala 4.Daga Chrobak 5.Beata Góra 6.Magda Nycz 7.Artur Wojciech 8.Paweł Pieńkowski 9.Michał Wojarski 10. Ela Wiewióra 11. Adam Hoczek 12. Ewa Hoczek 13. Łukasz Elżbieciak |
14. Marcin Adamaszek 15. Paweł Adamaszek 16. Kamila Oporczyk 17. Danuta Ziemiewicz 18. Krzysztof Leszczyński 19. Ania Kuś 20. Zosia Bijok 21. Olek Żółty 22. Agnieszka Wojciech 23. Jadzia Zalot 24. Ela Porębska 25. Danuta Gliszczynek 26. Anna Pietrusa |
DZIEŃ PIERWSZY
Tym razem przewodnikiem naszej wycieczki nie był Franek, lecz Ewa Hoczek. Wyjechaliśmy autokarem z ulicy Traugutta w Bielsku i zatrzymywaliśmy się po drodze (czasem nie w tym miejscu, co trzeba…), aby mogli dosiąść kolejni uczestnicy. Jechaliśmy przez Żywiec i Zwardoń, a po przekroczeniu granicy przez Čadcę. Płynie tędy rzeka Kysuca, do której wpływają polskie potoki Czadeczka i Krężelka. Kysuca jest dopływem Wagu, a ten Dunaju, który wpływa do Morza Czarnego.
Na postój i drobne zakupy zatrzymaliśmy się w Terchovej. To tutaj około 1688 r. urodził się legendarnmy zbójnik Juraj Janosik. W 1988 r., w trzechsetną rocznicę tego wydarzenia, wzniesiono w Terchovej pomnik Janosika na wzniesieniu i tablicę pamiątkową umieszczoną poniżej przy parkingu. Kilka osób przespacerowało się w górę, aby stanąć z harnasiem ze stali oko w oko. Z Terchovej było już blisko do małej wioski otoczonej górami Małej Fatry – Štefanovej, w której mieliśmy spędzić noc. Większy bagaż zostawiliśmy w autokarze. Zabraliśmy tylko to, co potrzebne w góry i wyruszyliśmy na szlak.
Celem sobotniej wędrówki był Malý Rozsutec. Vel'ký Rozsutec jest dla turystów od września do maja zamknięty. Żółtym szlakiem wyszliśmy na sedlo Vrchpodžiar i na Podžiar. Następnie szliśmy szlakami przez tzw. Diery (nové, dolné i horné). Ta piękna trasa prowadziła wąskimi wąwozami i przesmykami, wzdłuż potoków i ścian skalnych. Często wdrapywaliśmy się po ustawionych tu drabinkach, drewnianych kładkach i metalowych schodkach. Osoby z zacięciem fotograficznym miały się tu przy czym zatrzymywać. Na chwilę zboczyliśmy na inny szlak, aby zobaczyć ciekawą rzecz. Ewa nieopatrznie pozwoliła nam wyrwać do przodu, ale poleciła zatrzymać się przy wodospadzie, który mieliśmy obejrzeć. Gdy doszła do wodospadu, okazało się, że większość grupy poszła w poszukiwaniu wodospadu dalej… Ewa musiała więc wycieczkowiczów dogonić i zawrócić. Musieliśmy zadowolić się małym wodospadem, który ominęliśmy, szukając „prawdziwego”, wysokiego wodospadu.
Wreszcie dotarliśmy na sedlo Medzirozsutce, nazwane przez nas jeszcze piękniej – „międzyrozsutkowym”. Większość grupy wspięła się stąd na Malý Rozsutec i zeszła z powrotem. Jeden fragment tego szlaku podniósł nam nieco poziom adrenaliny. Trzymając się łańcuchów, trzeba było uważać zwłaszcza przy schodzeniu. Ze szczytu widzieliśmy w oddali zarys Pilska. Wracając do Štefanovej, zrobiliśmy koło wokół Vel'kýego Rozsutca. Szlakiem niebieskim doszliśmy do sedla Medziholie, a następnie powędrowaliśmy szlakiem zielonym, prowadzącym w końcowej części pięknymi, widokowymi łąkami. W płytkim strumyczku przecinającym szlak wylegiwała się mała żmija zygzakowata.
W Štefanovej zabraliśmy z autokaru plecaki i rozlokowaliśmy się w chatkach. Byliśmy niestety porozdzielani, ale wieczorem spotkaliśmy się najpierw na imprezie urodzinowej Danusi, która upiekła pyszne ciasta i uraczyła nas jeszcze wyborniejszymi trunkami, a później na innych posiadówkach.
DZIEŃ DRUGI
Rano zebraliśmy się przy autokarze, zostawiliśmy plecaki i wyruszyliśmy szlakiem niebieskim. Pierwszy odpoczynek, po dość stromym podejściu, zrobiliśmy przy Chacie na Grŭni. Niektórzy położyli się nawet na czymś pomiędzy leżakiem a łóżkiem polowym, co stało w kilku egzemplarzach przed chatą. Teraz zaczęliśmy ostrą wspinaczkę żółtym szlakiem na Poludňovy grŭň. Widoki z tego szczytu wynagrodziły trud. Na północy rozciągały się Sokolie i Boboty, z których zalesionych stoków wynurzają się raz po raz poszarpane skały. Za przełęczą między nimi położona jest malowniczo Terchová. Na drugim planie widniała Kysucká Vrchovina. Na północnym wschodzie mieliśmy oba Rozsutce, a na wschodzie Stoh.
Czerwonym szlakiem prowadzącym bezleśnym grzbietem doszliśmy przez Sedlo v Stenach i Hromové na Chleb. Rozciągała się stąd piękna panorama w kierunku południowym na Wielką Fatrę, Góry Choczańskie z Wielkim Choczem, dolinę Wagu i Žilinę. Po odpoczynku i opalaniu się na Chlebie wspięliśmy się na Vel'ký Krivaň – najwyższy szczyt w paśmie Małej Fatry. Widzieliśmy stąd m.in. Malý Krivaň i Suchy. Tą samą drogą zeszliśmy do górnej stacji kolejki linowej, gdzie zrobiliśmy kolejny odpoczynek.
Wreszcie zielonym szlakiem prowadzącym pod kolejką zeszliśmy do Vrátnej, gdzie za chwilę przyjechał po nas autokar. Po drodze zatrzymaliśmy się w słowackiej karczmie, w której każdy podegustował tutejszych specjałów, po czym udaliśmy się w dalszą podróż do domu.
Czerwonym szlakiem prowadzącym bezleśnym grzbietem doszliśmy przez Sedlo v Stenach i Hromové na Chleb. Rozciągała się stąd piękna panorama w kierunku południowym na Wielką Fatrę, Góry Choczańskie z Wielkim Choczem, dolinę Wagu i Žilinę. Po odpoczynku i opalaniu się na Chlebie wspięliśmy się na Vel'ký Krivaň – najwyższy szczyt w paśmie Małej Fatry. Widzieliśmy stąd m.in. Malý Krivaň i Suchy. Tą samą drogą zeszliśmy do górnej stacji kolejki linowej, gdzie zrobiliśmy kolejny odpoczynek.
Wreszcie zielonym szlakiem prowadzącym pod kolejką zeszliśmy do Vrátnej, gdzie za chwilę przyjechał po nas autokar. Po drodze zatrzymaliśmy się w słowackiej karczmie, w której każdy podegustował tutejszych specjałów, po czym udaliśmy się w dalszą podróż do domu.

