18 maja 2008 r
Lista uczestników:
- Beata Góra
- Monika Jędrysik
- Magda Kalfas
- Tomasz Niesyt
- Magda Nycz
- Artur Braszkiewicz
- Paweł Pieńkowski
- Ela Wala
- Rafał Kalfas
- Danuta Ziemiewicz
- Leszek
- Ewa
- Wojtek Biarda
- Franek Wawrzuta
- Paweł Waleczek
O godzinie 6.32 wyjechaliśmy pociągiem z Bielska do Zwardonia. W Żywcu dosiadła do nas Monika. Dogoniła busem wlekący się z powodu remontu torów pociąg. W Zwardoniu dołączył do nas Paweł, który… przybył tu na piechotę nocą z Bielska, a więc męczącą trasę, którą my mieliśmy dopiero przejść, miał już na dzień dobry w nogach.
Z Przełęczy Zwardońskiej, której jednym „rowem” biegną tory kolejowe, a drugim droga samochodowa, ruszyliśmy w górę szlakiem niebieskim w kierunku Koniakowa. Przechodziliśmy przez Sołowy Wierch i Przełęcz Rupienkę. Za nami rozciągał się widok na Rachowiec, Oźną, Wielką Raczę, Praszywkę, obie Rycerzowe, Muńcuł, Przełęcz Glinkę, Krawców Wierch, Lipowski Wierch, Rysiankę, Przełęcz Pawlusią, Romankę, Suchą Górę, Prusów i Abrahamów. Strawersowaliśmy Ochodzitą i zatrzymaliśmy się na pierwszy postój w karczmie obok wzgórza Koczy Zamek w Koniakowie. Spałaszowaliśmy pyszne, urodzinowe ciastka Eli i ruszyliśmy dalej.
Po takim odpoczynku mogliśmy już wdrapać się na szczyt Baraniej Góry. W wędrówce towarzyszył nam na rowerze drugi Paweł. Gdyby nie jego refleks i przytomność umysłu, musiałby iść z nami pieszo, bo jego rower ktoś próbował na jednej ze stacji wynieść z pociągu. Na szczęście, przestraszony błyskawiczną reakcją Pawła, złodziej puścił rower i uciekł. Schodząc z Baraniej Góry przez Przełęcz nad Roztocznym, Magurkę Wiślańską, Gawlasi i Zielony Kopiec, zwiększyliśmy tempo. Po prawej stronie widać było Magurkę Radziechowską, Muronkę, Ostre, Skrzyczne, Małe Skrzyczne i Malinowską Skałę, a po lewej Złoty Groń nad Istebną, Młodą Górę, Sałasz Dupne, Kiczory, Stożek, Cieślar, Soszowy i Wielką Czantorię, a w oddali Łysą Górę z wieżą – najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego, położony w Czechach.
Dalej czerwonym szlakiem podążyliśmy przez Grabową, Kotarz i Hyrcę na Przełęcz Karkoszczonkę. Stąd, zebrawszy resztki ubywających sił, wydrapaliśmy się na Siodło pod Klimczokiem. Tomek, Wojtek i Ela skierowali się do swoich domów przez Stołów. Reszta spotkała się w schronisku na Szyndzielni. Herbata smakowała po takiej trasie wyśmienicie, zwłaszcza że popołudniowej części marszu towarzyszyły przelotny deszcz i wiatr. Po ciemku zbiegliśmy do zajezdni autobusu nr 8 i, dumni z siebie, wróciliśmy do centrum Bielska. Bohater dnia – Paweł – dotarł do domu, a jakże, piechotą.
Pierwszy ze sprawdzianów mamy więc już za sobą.

