12-13 kwietnia 2008 r.
Lista uczestników:
- Magda Nycz
- Ela Wala
- Monika Jędrysik
- Dagmara Chrobak
- Jadzia Porębska
- Iza Powalska
- Halina Chudy
- Artur Braszkiewicz
- Paweł Pieńkowski
- Tomek Zalot
- Tomek Grzegrzułka
- Marysia Chudy
DZIEŃ PIERWSZY
Do Szczyrku Salmopola pojechaliśmy autobusem PKS. Towarzyszyli nam Tomek Grzegrzułka – przewodnik beskidzki i instruktor taternictwa jaskiniowego Polskiego Związku Alpinizmu, a także jego przeurocza suczka rasy seter irlandzki – Nela. Tomka znaliśmy już ze szkolenia turystyki wysokogórskiej zimą na Babiej Górze. Nelę mieliśmy dopiero poznać…
Z przystanku wyruszyliśmy ostro pod górę, idąc pod wyciągiem narciarskim ku Hali Pośredniej. Kolejne osoby wcielały się w rolę przewodnika grupy. Przedstawiały się, omawiały krótko najbliższe plany i wysuwały się na czoło wycieczki. Z Hali Pośredniej mieliśmy szeroką panoramę na Małe Skrzyczne, Skrzyczne, Hrobaczą Łąkę, Magurkę, Magurę, Klimczok, Stołów, Równicę, Orłową oraz Małą i Wielką Czantorię. Podczas wędrówki na Malinów towarzyszyły nam niestety deszcz i mgła.
Ze szlaku zboczyliśmy na ścieżkę prowadzącą do otworu Jaskini Malinowskiej. Mieliśmy kilka czołówek, więc większość grupy weszła do jaskini. W miejscach trudniejszych do przejścia mogliśmy – zwłaszcza płeć piękna – liczyć na pomoc Franka i Tomka. Wewnątrz Tomek zrobił nam krótki wykład o budowie geologicznej i charakterze tej najciekawszej jaskini w Beskidzie Śląskim. Długość jej korytarzy wynosi około 230 m. Jest jaskinią typu osuwiskowego. Rozwinięta jest w dwóch ciągach, zbudowanych z wąskich, wysokich szczelin. Tomek pokazał nam widoczne na ścianach naprzemienne warstwy grubo- i drobnoziarnistych piaskowców godulskich. U góry widać też było wyraźnie, że przeciwległe ściany „pasują” do siebie, a więc jaskinia powstała w wyniku pęknięcia skał. Jaskinia Malinowska stanowi pomnik przyrody nieożywionej, ale jest udostępniona turystycznie.
Niedługo po wyjściu z jaskini dołączyły do nas Halinka, jej córka Marysia oraz ich pies Mozart. Idąc szlakami niebieskim i żółtym, a następnie ścieżką przez las, dotarliśmy na Kościelec, na którym znajduje się duża wychodnia skalna, idealnie nadająca się do ćwiczeń wspinaczkowych. Rozbiliśmy więc tzw. bazę, posililiśmy się i rozpoczęliśmy zabawę na skałce. Założyliśmy uprzęże, a Tomek przygotował stanowiska do zjazdów i wspinaczki. Poprzywiązywał liny do drzew i pozawiązywał węzły, wyjaśniając nam niektóre arkana tej sztuki. Wreszcie pierwsi odważni stanęli przed próbą. Trzeba było się trochę przełamać, aby zejść do tyłu w przepaść, nie chwytając się instynktownie czegokolwiek, ufając tylko linom przywiązanym do uprzęży. Nikt nie miał jednak większych problemów i wszyscy zjechali po kilka razy, czyniąc przy tym duże postępy. Podczas ćwiczeń było niestety bardzo zimno. Najbardziej zmarzł Tomek, który musiał tkwić na skale i wiązać węzły kolejnym osobom. Trochę cieplej było Frankowi, który stał w zaciszu na dole i trzymał nas „na wędce”, czyli asekurował przywiązanych do liny, której drugi koniec dzierżył mocno na dole, gdy my usiłowaliśmy wspinać się po skałce. W niektórych miejscach musiał nas „podciągać”, ale ogólnie szło nam całkiem nieźle…
Po zakończonym szkoleniu zwinęliśmy sprzęt i udaliśmy się w dalszą drogę. Opuścili nas Halinka z rodzinką oraz Tomek i Iza. Idąc zielonym szlakiem, przeszliśmy przez Malinowską Skałę, na której znajduje się blok piaskowcowy o wysokości około 5 m, przez Kopę Skrzyczeńską i Małe Skrzyczne. Stąd skierowaliśmy się w dół przez Halę Skrzyczeńską do Szczyrku. Po drodze minęliśmy młaki, czyli wysięki wodne z gruntu obejmujące większą powierzchnię (w przeciwieństwie do wywierzysk, które wyciekają tylko z jednego miejsca).
Wreszcie dotarliśmy do chatki, którą wynajmuje turystom Kasia – siostra Jadzi. Kasi w ten weekend w domu nie było. Funkcję gospodyni pełniła więc Jadzia. Po odpoczynku, z którego skorzystała szczególnie chętnie Nela, Tomek i jego czworonożna towarzyszka udali się do swojego domu. My zjedliśmy natomiast wspólną kolację i spędziliśmy resztę wieczoru na pogawędkach, próbach wiązania węzłów i oglądaniu zdjęć na laptopie. Były to zdjęcia z niektórych naszych wycieczek oraz z ambitniejszych wypadów ekip Franka – z Alp i Rumunii oraz Artura z Alp.
DZIEŃ DRUGI
Na śniadanie Franek przygotował pyszną jajecznicę. Wpisaliśmy się do księgi odwiedzin w domku Kasi, pożegnaliśmy się z Jadzią i wyruszyliśmy w kierunku Beskidka i Przełęczy Karkoszczonka. Po drodze przystanęliśmy przy otworze Jaskini Lodowej. Nie wchodziliśmy do środka ze względu na dość wąski otwór wejściowy. Franek opowiedział nam, że jaskinia ta ma tylko jeden, 26-metrowy korytarz, a jej nazwa wzięła się stąd, że nawet wiosną i jesienią wiszą w niej – wbrew panującym w jaskiniach temperaturom i „zwyczajom” – sopelki lodu. Po drodze obserwowaliśmy kiełki buków oraz takie rośliny jak żywiec gruczołowaty, rabarbar czy lepiężnik. Blisko szlaku czerwonego, prowadzącego ku Przełęczy Karkoszczonka, przystanęliśmy przy obelisku poświęconym Marii Pilch z wnuczką Marią i wnuczkiem Józefem w miejscu ich spalenia przez hitlerowców pod koniec wojny, w styczniu 1945 r., wraz z domem. Resztki fundamentów są tu jeszcze widoczne.
Z Przełęczy Karkoszczonka zeszliśmy do Szczyrku Biłej, skąd wspięliśmy się ścieżką prowadzącą do kościoła Matki Bożej Królowej Polski w Szczyrku na Górce. Stojąc na zewnątrz, jak wielu innych ludzi, wzięliśmy udział we mszy świętej. Po mszy weszliśmy do kościoła, by obejrzeć ładne wnętrze z obrazem Matki Bożej w ołtarzu głównym. Ołtarze boczne poświęcone są św. Józefowi i św. Janowi Bosko. Przy sanktuarium znajdują się tablice – jedna z rozrysowaną panoramą na Skrzyczne, Halę Jaworzyna, Małe Skrzyczne, Halę Skrzyczeńską, Polanę Doliny i Skalite oraz druga z historią sanktuarium. W 1894 r. 12-letniej dziewczynce – Juliannie Peździe oraz jej dwóm 10-letnim koleżankom kilkakrotnie ukazywała się tu Matka Boska. Jeszcze w tym samym roku miejscowa ludność wzniosła więc w tym miejscu drewnianą kaplicę. W 1912 r. wybudowano kościół z kamienia, a w 1938 r. udało się sprowadzić księży salezjanów z Oświęcimia, którzy rezydują tu do dziś. W latach 1948-53 wybudowano obecny kościół. W roku 1994 biskup Tadeusz Rakoczy podniósł świątynię do godności „lokalnego sanktuarium”. Obejrzeliśmy także znajdujące się przy kościele: Grotę Matki Bożej, cudowne źródełko, które wytrysnęło z suchego zbocza na prośbę dzieci, oraz Kaplicę Objawienia, w której umieszczono konar buka, na tle którego dziewczynkom ukazywała się Maryja.
Ciesząc
się słoneczną, całkiem odmienną od sobotniej pogodą, pomaszerowaliśmy czarnym szlakiem trawersującym stok Magury. Z polany znajdującej się powyżej „Chaty na Groniu” nad Meszną, roztaczała się piękna panorama. Usiedliśmy i zaczęliśmy ją analizować. Pomagały nam mapy oraz stojąca przed nami „ściąga”, czyli sfotografowane i opisane na tablicy widoczne stąd pasma i grzbiety. Widać było m.in.: Hrobaczą Łąkę, Magurkę, Czupel, Jaworzynę, Kościelec, Grojec, Pasmo Pewelskie, Jałowiec, Okrąglicę, Babią Górę, Mędralową, Pilsko, Przypór i w oddali Beskid Wyspowy. W dole mieliśmy jak na dłoni miejscowości: Meszną, Rybarzowice, Łodygowice oraz miasta Bielsko i Żywiec. Wywiązała się dyskusja, który szczyt to Magurka, a który Czupel, ale wreszcie do tego doszliśmy.
Przez Bystrą przeszliśmy do Mikuszowic, a następnie przez Błonia i obok gmachu Akademii Techniczno-Humanistycznej do centrum Bielska, „gubiąc” po drodze kolejnych uczestników.

