29-30 marca 2008 r.
Lista uczestników:
2.Tomek Niesyt
3.Tomek Zalot
4.Jadzia Porębska
5.Artur Braszkiewicz
6.Adam Hoczek
7.Daga Chrobak
8.Ewa Piela
9.Dorota Tomalik
10. Bartłomiej Szpyrka
11. Asia Bodziony
12. Michał Szmajduch
13. Kasia Kurynowicz
14. Halina Chudy
15. Monika Jędrysik
16. Wojtek Biarda
17. Przemek Ficoń
18. Ola Bury
19. Magda Sikora
20. Franek Wawrzuta
Schronisko na Tule było jeszcze niestety zamknięte. Posililiśmy się więc przy stołach pod zadaszeniem obok schroniska. Zostało ono wybudowane w latach 1930-31 jako prywatny budynek należący do cieszyńskiego kupca Krischa. W czasie II wojny światowej było miejscem zgromadzeń młodzieży z Hitlerjugend. Po wojnie zostało przekazane oddziałowi PTT w Cieszynie, a w 1973 r. stało się schroniskiem PTTK. Na zboczach Tułu znajdują się dwa rezerwaty – „Zadni Gaj” oraz „Tuł”. W tym pierwszym rosną okazy cisów, a w drugim – storczyki. Mieliśmy więc okazję przyjrzeć się tym chronionym roślinom.
W drodze na Małą Czantorię zeszliśmy na czerwony szlak prowadzący do pomnika upamiętniającego partyzantów, którzy zginęli w tych okolicach w nierównej walce z hitlerowcami w 1943 r. Wprawdzie grupka, która zaufała Frankowi, doszła tu nie tak od razu, bowiem zboczyła niechcący ze szlaku. Ale koniec końców spotkaliśmy się przy pomniku.
Czarnym szlakiem doszliśmy, chwilami w bardzo nieprzyjemnym deszczu, na Wielką Czantorię. Schronisko na Czantorii zostało wybudowane w 1904 r. przez Beskiden-Verein. Nazwano je schroniskiem im. arcyksiężnej Izabeli (żony arcyksięcia Fryderyka Habsburga). Po I wojnie światowej, kiedy wytyczono granicę między Polską a Czechosłowacją, znalazło się ono po stronie czeschosłowackiej, kilkanaście metrów od granicy. Schronisko nie urzekło nas jednak ani swoją architekturą, ani otoczeniem, ani atmosferą wewnątrz, ani też zwyczajem „pozwolenia” na skorzystanie z toalety i spożycie własnego prowiantu pod warunkiem zakupienia czegoś w bufecie.
W drodze przez Soszów Mały na Soszów Wielki zatrzymywaliśmy się na kolejne panoramki. Cały czas towarzyszyły nam Lipowski Groń, Równica, Beskidek, Przełęcz Beskidek i Orłowa oraz Trzy Kopce, bliżej Kozińce, a na dalszych planach Horzelica i Stary Groń, Kotarz i Beskid Węgierski, a także Kimczok i Magura.
Kolejny odpoczynek zrobiliśmy w schronisku na Soszowie, które wybudował w 1932 r. Paweł Polok. Prowadziła je później jego córka Anna, wraz z mężem, Janem Gajdzicą. W czasie II wojny światowej Gajdzica został wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec. Udało mu się z nich powrócić, ale w 1944 r. powołano go do armii niemieckiej. Stąd również udało mu się zdezerterować. Tym razem ukrywał się w domu już do końca wojny. Od 1947 r. schronisko było stacją turystyczną PTT w Cieszynie. Na Soszowie odłączyły się od nas Magda i Ola.
Przez Cieślar doszliśmy wreszcie, po dość stromym podejściu, na Stożek Wielki. Zdążyliśmy tuż przed zapadnięciem zmroku. Głównym inicjatorem budowy schroniska na Stożku był dr Jan Galicz. Obiekt otwarto w 1922 r. W czasie II wojny światowej schronisko dostało się w ręce Niemców. Prawie stale przebywały tu obozy Hitlerjugend. Po wojnie stało się schroniskiem Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego „Beskid Śląski” w Cieszynie, a później PTTK. Dziś, po modernizacjach, posiada przestronną świetlicę, z której widać piękną panoramę Beskidów. Po wspólnej kolacji obchodziliśmy trzydzieste urodziny Artura. Odśpiewaliśmy mu „Hań nad reglami”, wypiliśmy jego zdrowie i po świętowaniu dość szybko położyliśmy się spać. Po pierwsze byliśmy po długim marszu dość zmęczeni, a po drugie ta noc miała być krótsza niestety o całą godzinę z powodu zmiany czasu na letni.
DZIEŃ DRUGI
Po pobudce przygotowaliśmy i zjedliśmy śniadanie w pokoju, bo jadalnia była jeszcze zamknięta. Spakowaliśmy się, zrobiliśmy przed schroniskiem zbiorowe fotki i zaczęliśmy schodzić do Wisły najpierw żółtym, a potem niebieskim szlakiem. Przechodziliśmy przez Kobylą, na której znajduje się najwyższa wychodnia skalna w Beskidzie Śląskim. Jest to doskonałe miejsce do uprawiania wspinaczki skałkowej. Są tu odchylenia od pionu, na których można wspinać się lub zjeżdżać w pełnym „lufcie”. Skałka znajduje się obecnie na terenie prywatnym i korzystanie z niej powinno się uzgodnić najpierw z właścicielem. Ze skałki roztaczała się piękna panorama. Po lewej stronie mieliśmy Wielką Czantorię z górującą na niej wieżą widokową i Polanę Stokłosica z masztem przekaźnika przy górnej stacji wyciągu krzesełkowego na Czantorię. Przed nami rozciągała się Równica z odchodzącymi od niej w prawo Beskidkiem, Przełęczą Beskidek, Orłową, Świniorką, Zakrzoskiem i Trzema Kopcami. Po sporach przyznaliśmy Frankowi rację, że najbliższa górka to nie Palenica, lecz Bukowa, a za nią dopiero położone są dolina Dobki, majacząca Palenica i dolina Jaszowca. Na dalszych planach wyróżniliśmy Horzelicę i Stary Groń, Kotarz i Beskid Węgierski oraz Skrzyczne, a w głębi Wielką Raczę i białe szczyty Małej Fatry.
Po zejściu do Wisły odpoczęliśmy pod kawiarnią „U Janeczki” i rozstaliśmy się z Michałem i Kasią. Odwiedziliśmy cmentarz ewangelicki, na którym pochowani są Bogumił Hoff – odkrywca i popularyzator Wisły jako miejscowości turystyczno-wypoczynkowej oraz Stanisław Hadyna – kompozytor, literat i założyciel Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”. Przekroczyliśmy rzekę Wisłę i zielonym szlakiem, wzdłuż potoku Gościejówka, udaliśmy się na Trzy Kopce. Po połączeniu się rozciągniętej nieco grupy zrobiliśmy panoramkę ze Smrekowca. Za nami górował pobliski Czupel. Poniżej rozciągało się pasmo z trzema Cienkowami: Niżnim, Postrzednim i Wysznim. Od lewej widzieliśmy Malinów, Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Siodło nad Roztocznym, Baranią Górę, Przysłop, Karolówkę i Stecówkę.
Zadowoleni z pięknej, słonecznej pogody, powędrowaliśmy na przełaj na Grabową, a później czerwonym szlakiem na Kotarz. Stąd Halinka opisała nam panoramę na znaną jej doskonale okolicę. Mieliśmy przed sobą Skrzyczne, Małe Skrzyczne, Kopę Skrzyczeńską, Malinowską Skałę, Halę Skrzyczeńską i Pośredni oraz trasy narciarskie na Golgocie i Julianach. Halinka poszła w swoją stronę, i dobrze zrobiła, bo my wpakowaliśmy się w błoto po kostki i trudne do pokonania tereny po wyrębie lasu. W końcu dobrnęliśmy jednak do Szczyrku, gdzie na naszych oczach odjechał nam z oddalonego o 200-300 metrów przystanku autobus do Bielska. Nie przejęliśmy się tym jednak zbytnio i Franek szybko zdecydował, że idziemy odwiedzić Kasię, która wynajmuje turystom chatę w Szczyrku. Poznaliśmy tam jedną z sióstr Kasi i Jadzi – Basię, wypiliśmy herbatę, zjedliśmy ciastka i poszliśmy łapać busa do Bielska.

