8-9 marca 2008
Lista uczestników:
-
Ela Wala
-
Magda Nycz
-
Monika Jędrysik
-
Iza Powalska
-
Beata Góra
-
Artur Braszkiewicz
-
Przemek Ficoń
-
Adaś Hoczek
-
Michał Wojarski
-
Paweł Pieńkowski
-
Ania Kuś
-
Asia Bodziony
-
Tomek Zalot
-
Franek Wawrzuta
DZIEŃ PIERWSZY
Podróż pociągiem do Wadowic rozpoczęła się bardzo miło, ponieważ Artur pamiętał o tym, że swoje święto mają w tym dniu przedstawicielki płci pięknej i poczęstował nas wafelkami. Dla Beaty ranek nie zaczął się niestety tak przyjemnie, bo przez pomyłkę przyszła na peron nie na 6.35, lecz na 6.45. Na szczęście namówiliśmy ją, aby wsiadła szybko w autobus do Krakowa i do nas dołączyła. Z okien pociągu widzieliśmy kolejne wzniesienia Beskidu Małego: pasmo Hrobaczej Łąki, Bukowski Groń, Złotą Górę, Pańską Górę, Wapiennicę, Bliźniaki, Łysą Górę i Jaroszowicką Górę. W Wadowicach odebraliśmy z dworca PKS Beatę i wyruszyliśmy na obchód miasta.
Czekając na otwarcie muzeum Jana Pawła II, przeanalizowaliśmy umieszczoną przed nim tablicę informacyjną o Wadowicach. Pierwsza pisemna wzmianka o mieście nad Skawą znajduje się w akcie hołdu lennego złożonego królowi czeskiemu Janowi Luksemburskiemu przez księcia oświęcimskiego Jana I Scholastyka z 1327 r. Prawa miejskie Wadowice otrzymały w 1430 r. z rąk księcia oświęcimskiego Kazimierza I. W XVI w. miasto było ośrodkiem rzemiosła i kupiectwa. Wśród osób znanych pochodzących z Wadowic jest, oprócz Karola Wojtyły, Emil Zegadłowicz – poeta i prozaik 20-lecia międzywojennego, twórca grupy literackiej „Czartak”.
Wreszcie jedna z sióstr Nazaretanek, które opiekują się muzeum, otworzyła nam dom rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II, który znajduje się przy ulicy Kościelnej 7, obok Bazyliki Ofiarowania NMP. Rodzice Karola – Karol i Emilia – wraz z synem Edmundem wynajęli tu w 1919 r. mieszkanie i zajmowali je do roku 1938. 18 maja 1920 r. na świat przyszedł tu Karol Wojtyła. W sypialni, salonie i kuchni znajdują się teraz jako obiekty muzealne piec kaflowy, naczynia, stolik oraz fotografie rodzinne, kopie świadectw i dyplomów Karola Wojtyły, dokumenty życia studenckiego i kapłańskiego, sutanny, a także sprzęt z jego turystycznych wypraw – narty, wiosło czy plecak.
Po zwiedzeniu muzeum, zachęceni przez panią reklamującą na ulicy usługi pobliskiej kawiarni, bez wahania skierowaliśmy kroki ku temu lokalowi i uraczyliśmy się papieskimi kremówkami, herbatą i kawą.
Następnie weszliśmy do Bazyliki Mniejszej Ofiarowania NMP, która została zbudowana pod koniec XVIII w. w stylu późnobarokowym. Wieżowa fasada frontonowa została pod koniec XIX w. odrestaurowana w stylu neobarokowym. Upiększono ją wtedy ornamentyką i kamiennymi rzeźbami Matki Bożej, św. Stanisława i św. Wojciecha. W 1945 r. kościół uszkodziła bomba. W 1992 r. papież podniósł go do godności Bazyliki Mniejszej. W latach 2002-2003 powstała unikatowa polichromia ukazująca poprzez obrazy biblijne nauczanie papieskie. W ołtarzu głównym znajduje się wizerunek Maryi Panny z Dzieciątkiem, a na suficie widnieją malowidła przedstawiające polskich świętych przypominających o ośmiu błogosławieństwach. W lewej nawie obok ołtarza głównego mieści się kaplica św. Rodziny z figurką św. Jana Kantego. Właśnie tutaj znajduje się barokowa chrzcielnica, w której został ochrzczony przez księdza Franciszka Żaka – kapelana wojskowego – Karol Józef Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II. Od strony południowej znajduje się kaplica Świętego Krzyża. W lewej nawie pod chórem mieści się kaplica z cudownym obrazem Matki Bożej Nieustającej Pomocy, ukoronowanym przez papieża w 1999 r. Kaplica oddzielona jest od świątyni czarną kratą, na której widnieje herb papieski oraz napis „Totus Tuus”. Wokół kraty rozwieszone są liczne wota. W prawej nawie pod chórem powstaje najnowsza kaplica, która będzie poświęcona Janowi Pawłowi II. Znajduje się tu tron, na którym papież siedział w czasie ostatniej pielgrzymki do Wadowic w 1999 r.
Odwiedziliśmy jeszcze tzw. klasztor „Na Górce”, gdzie znajduje się sanktuarium św. Józefa i klasztor oo. Karmelitów Bosych. Mieliśmy szczęście, bo jakiś zakonnik, widząc nas zaglądających przez szyby zamkniętych drzwi, otworzył nam je. Weszliśmy do wnętrza tego powstałego pod koniec XIX w. neoromańskiego kościoła. Ma on trzy nawy i jest zbudowany z czerwonej cegły. W ołtarzu głównym znajduje się tu obraz św. Józefa. W prawej nawie, obok ołtarza, umieszczone są relikwie św. Rafała Kalinowskiego – założyciela i pierwszego przeora klasztoru. Jan Paweł II kanonizował go w 1991 r. W prawej nawie stoi też konfesjonał, w którym spowiadał o. Rafał Kalinowski. W nawie lewej znajduje się ołtarz Matki Bożej Szkaplerznej. Tutaj złożone są relikwie bł. Alfonsa Marii Mazurka – jednego z męczenników II wojny światowej. Był on prefektem i nauczycielem w Niższym Seminarium, które istniało kiedyś przy klasztorze i wychowało dla Karmelu około 250 kapłanów.
Po wyjściu z sanktuarium udaliśmy się niebieskim szlakiem im. Czesława Panczakiewicza w kierunku Leskowca. Panczakiewicz był jednym z inicjatorów budowy schroniska na Leskowcu. Do swoich codziennych obowiązków musieli niestety wracać Beata, Michał i Paweł, więc pożegnaliśmy ich i ruszyliśmy dalej. Za bardzo zaufaliśmy jednak Frankowi, na skutek czego zboczyliśmy ze szlaku, by potem nieco okrężnymi „skrótami” piąć się w górę. Doszliśmy niedługo do szlaku żółtego. Debatowaliśmy, którą drogą podążać na Leskowiec. Dla męskiej części wycieczki pokusa przejścia przez Bliźniaki, mające bardzo pociągające kształty, była jednak zbyt silna… Decyzja szybko zapadła. Schodząc z osławionych Bliźniaków, natrafiliśmy na ścielącą się w małym „wąwoziku” następną kuszącą rzecz – warstwę miękkich, suchych liści. Tym razem daliśmy upust instynktom dziecięcym i różnymi stylami rzucaliśmy się w miękką wannę. Przodował oczywiście… (wiadomo, kto). Aparaty poszły w ruch i dowody można zobaczyć w sąsiedniej galerii zdjęć.
Zbliżając się do miejscowości Kaczyna, napotkaliśmy dwie osobliwości przyrodnicze. Pierwszą był wawrzynek wilczełyko – trująca roślina o różowych kwiatach, kwitnąca od lutego do kwietnia. Drugą – odsłonięte zbocze, na którym widać było przekrój skał. Wyróżniliśmy wśród nich twarde, zbite piaskowce godulskie oraz kruche łupki. Naszą uwagę przyciągnęła też przystrojona na wesele wiejska chata, przed którą nastąpiła kolejna, tym razem „ślubna”, sesja zdjęciowa. Idąc przez Kaczynę, mieliśmy przed sobą widok na Gancarz. I znów skierowaliśmy się na przełaj, byle w górę, aby dojść do szlaku zielonego i Przełęczy Pod Gancarzem. Po drodze usiedliśmy na widokowej polance i usiłowaliśmy z pomocą map dojść do tego, gdzie właściwie jesteśmy i jakie „pipanty” widzimy. Wreszcie dotarliśmy do celu, czyli schroniska na Leskowcu. W jak najlepszych humorach spędziliśmy wieczór, przygotowując wspólną kolację i pijąc z wielkiego gara ciepłą herbatę.
DZIEŃ DRUGI
Zanim po śniadaniu wyszliśmy rano na szlak, ubraliśmy… choinkę. Ozdoby były wprawdzie dość niekonwencjonalne (banknoty, woreczki, rękawiczki, skarpetki, czapka itp.), ale choinka prezentowała się wspaniale, choć krótko.
Z Leskowca przyjrzeliśmy się dokładnie panoramie na południe. Widać było, od lewej strony, m.in. Żar koło Kalwarii Zebrzydowskiej, Lanckorońską Górę, Chełm, Pasmo Koskowej Góry, Pasmo Policy, Pasmo Jałowieckie, Pasmo Pewelskie, Pilsko, Romankę i częściowo Beskid Śląski.
Ruszyliśmy dalej, cały czas szlakiem czerwonym przez Halę Rzycką, Potrójną i Smrekowicę, aż doszliśmy do Łamanej Skały (Madohory), drugiej po Czuplu najwyższej góry Beskidu Małego. W obrębie jej partii szczytowych i zboczy utworzono Rezerwat Madohora. Można tu obserwować specyficzne, rzadko spotykane zjawisko występowania na wysokości regla dolnego świerczyny górnoreglowej. Niestety, na skutek niszczącej działalności korników, bór szybko obumiera. Występuje tu wiele gatunków chronionych roślin i zwierząt oraz ciekawe formy skalne.
Minęliśmy wzniesienie Na Przykrej, na którym Tomek i Ania „wpięli się” w wyciąg talerzykowy, i poszliśmy do chatki pod Potrójną, gdzie aż parowało studenckim, turystycznym klimatem. Ania została (jako że Dzień Kobiet już minął) zamknięta najpierw w „dybach”, a później w „miejscu grożącym wybuchem”. Niedaleko chatki Franek zaprowadził nas w miejsce w lesie, gdzie znajduje się duża tzw. wychodnia skalna, czyli wychodząca na powierzchnię ziemi, odsłonięta warstwa skalna. Na mniejsze wychodnie natykaliśmy się już wcześniej. Nastąpiła kolejna sesja zdjęciowa. Franek pozował na skałach wręcz z narażeniem życia…
Idąc dalej czerwonym szlakiem, minęliśmy po prawej stronie grzbiety Czarnego Gronia i Jawornicy, a po lewej Gibasów Wierch, Czarne Działy, Kuców i Płonne. Na Przełęczy Kocierskiej wkroczyliśmy ubłoconymi buciorami w świat zgoła odmienny od chatki pod Potrójną. Powstał tu bowiem stylowy hotel i elegancka restauracja. Ale Franek z choinkami przytroczonymi do plecaka i tak ładniej komponował się na tle wypicowanych mercedesów niż panie na szpileczkach.
Po krótkim odpoczynku przed zajazdem podążyliśmy dalej, przez Beskid, Wielką Górę i Wielką Cisową Grapę. Po drodze Tomek znalazł czerwoną łopatę do odśnieżania, która powędrowała z nami w dalszą drogę. Z Kiczery nad Żarem zrobiliśmy panoramkę. Na północy widać było Bukowski Groń. Na północnym zachodzie Zasolnicę, Bujakowski Groń, Hrobaczą Łąkę, na zachodzie, za Jeziorem Międzybrodzkim, Żarnówkę, Nowy Świat, Sokołówkę, Magurkę i Czupel, a na południu Skrzyczne, Kopę Skrzyczeńską, Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Radziechowską i Baranią Górę. Dochodząc do Żaru, dostrzegliśmy przed sobą Grojec i Kiczorę.
Porzuciwszy łopatę na parkingu pod Żarem (powinna się przydać parkingowemu), doszliśmy na szczyt, na którym znajduje się górny zbiornik wodny elektrowni szczytowo-pompowej Porąbka – Żar. Zbiornik mieści ponad 2 mln m³ wody. Uszczelniony jest kilkoma warstwami asfaltu, przełożonymi żelbetonem. Zbiornikiem dolnym jest zaporowe Jezioro Międzybrodzkie. Elektrownia znajduje się w wydrążonym wnętrzu góry Żar. Ta druga co do wielkości elektrownia tego typu w Polsce została uruchomiona w 1979 r. W nocy, kiedy zapotrzebowanie na prąd jest bardzo małe, elektrownia pompuje wodę w górę. Za dnia natomiast woda jest spuszczana i w ten sposób następuje produkcja prądu. Na Żarze znajdują się też kolej linowo-terenowa, tor saneczkowy i szkółka paralotniarska.
Po długim marszu zeszliśmy wreszcie do Porąbki, przeszliśmy przez zaporę i rozłożyliśmy się przy drewnianych stoliczkach na przystanku, czekając na autobus. Po takiej kolacji mogliśmy już udać się do Bielska.