23-24 lutego 2008 r.
Lista uczestników:
- Artur Braszkiewicz
- Adaś Hoczek
- Iza Powalska
- Monika Jędrysik
- Tomek Niesyt
- Przemek Ficoń
- Ela Wala
- Artur Wojciech
- Magda Nycz
- Beata Góra
- Paweł Pieńkowski
- Michał Wojarski
- Ania Kuś
- Marek Żur
- Michał Szmajduch
- Ewa Hoczek
- Kasia Kuprynowicz
- Artur Piątek
- Jacek Żabiński
- Tomek Zalot
- Paweł Waleczek
- Leszek Caputa
|
- Jacek Ligęza
- Jarek Farana
- Tomek Grzegrzułka
- Franek Wawrzuta
- Jakub Zuber
- Gabrysia Żabnicka
- Piotr Sokołowski
- Monika Machlowska
- Krzysztof Partyka
- Bartek Kowalczyk
- Nina Powalska
- Adaś Drzewicki
- Mariusz Drzewicki
- Wojtek Biarda
- Mateusz Jabłoński
- Witek Wrzoł
- Szymek Wajdzik
- Regina Rusin
- Krzysztof Górski
- Tomek Jagieła
- Heniu Stanaszek – GOPR
|
DZIEŃ PIERWSZY
Ciekawie zaczęło się już na początku, ponieważ z autobusu, który przyjechał po nas na ulicę Traugutta w Bielsku, zaczęło się konkretnie dymić. Okazało się, że jest coś nie tak z paskiem klinowym. Franek zorganizował więc inny autokar i po pół godzinie wyruszyliśmy do Zawoi. Jechaliśmy przez Łodygowice, Żywiec, Gilowice, Ślemień, Kuków, Stryszawę, Suchą Beskidzką i Maków Podhalański. O kolejnych miejscowościach i panoramach opowiadali nam Franek i Leszek.
Z Zawoi Markowej wyruszyliśmy zielonym szlakiem w kierunku polany Markowe Szczawiny, na której jeszcze do niedawna stało najstarsze polskie schronisko w Beskidach Zachodnich. Powstało ono w1906 r. z inicjatywy dra Hugona Zapałowicza w akcie sprzeciwu wobec postępującej germanizacji Beskidów. W latach 20. i 30. było rozbudowywane, a pod koniec wojny zostało uratowane przez gospodarza za pomocą pół litra wódki przed podpaleniem przez Niemców. W 1953 r. uruchomino przy nim stację GOPR-u, a w 1966 r. z inicjatywy Edwarda Moskały w małym domku obok schroniska urządzono Muzeum Turystyki Górskiej. W 2006 r. obchodzono 100-lecie istnienia schroniska. Niedługo po tym jubileuszu zburzono je, a obecnie trwają prace nad budową nowego obiektu.
Po dojściu odpoczęliśmy nieco i pożywiliśmy się w GOPR-ówce, aktualnym „schronisku”. Zostawiliśmy tu plecaki i, uzbrojeni w czekany, ruszyliśmy z dwoma doświadczonymi instruktorami – Tomkiem i Heńkiem – w kierunku Przełęczy Brona. Kilku naszych mężczyzn wykopało pod ich kierunkiem „dziurę” w śniegu sięgającą gruntu. Prowadzący zajęcia wygładzili łopatami jej pionową ścianę tak, by były widoczne granice między kolejnymi warstwami śniegu. Następnie pokazywali nam miejsca, w których śnieg jest miękki, w których twardszy, a gdzie widoczne są paski lodu. Pokazywali nam, że na podstawie przekroju śniegu można określić, jak długo trwały kolejne opady i jaka pogoda występowała między nimi (np. ocieplenie, deszcz). Prezentowali nam, jak mierzy się specjalnym termometrem igłowym temperaturę śniegu. Dowiedzieliśmy się m.in., że temperatura przy gruncie powinna wynosić 0ºC, a co każde 10 cm w górę powinna obniżać się o 1ºC. Nasi nauczyciele uczulali nas, że gdy następuje nagła poprawa pogody, warunki do uprawiania turystyki wysokogórskiej znacznie się pogarszają, natomiast gdy powietrze jest mroźne – w górach jest bezpieczniej. Uświadamiali nam, jak bardzo niebezpieczne są lawiny, jak ogromna jest masa śniegu oraz jak i kiedy nie chodzić po górach, aby lawin uniknąć. Tomek i Heniek pokazali nam też tabliczkę z różnymi rodzajami płatków śniegu oraz metodę wyczuwania za pomocą sondy poszczególnych warstw śniegu, gruntu oraz czegoś bardziej miękkiego, np. ofiary. Każdy z nas mógł porównać sobie, wbijając dwie sondy, jak czuje się pod sondą grunt, a jak leżący plecak.
Instruktorzy pokazywali nam, jak należy trzymać czekan podczas marszu, tak aby było to bezpieczne dla nas i dla innych. Na Przełęczy Brona ćwiczyliśmy „dupozjazdy” z użyciem czekana jako pedału hamulca. Przy okazji podchodzenia do góry mogliśmy poćwiczyć podciąganie się za pomocą czekana przy stromych podejściach
Trochę zmarznięci wróciliśmy do GOPR-ówki, gdzie Tomek z Heńkiem zrobili nam wykład o różnych sprzętach używanych w turystyce wysokogórskiej, a więc o rodzajach czekanów, raków i uprzęży. Dyskusję o poważnych sprawach przerywały wprawdzie trzask złamanego łóżka oraz chrapnięcia Leszka, ale ogólnie byliśmy grzeczni…
Wieczorem mieliśmy też okazję uczestniczenia w kameralnej mszy świętej, którą odprawił w jednym z pokojów ksiądz-GOPR-owiec Maciej Ostrowski. Wreszcie udaliśmy się na spoczynek.
DZIEŃ DRUGI
Po pełnym wrażeń noclegu wyruszyliśmy pod okiem Heńka na Babią Górę. Ci, którzy załapali się na uprząż, czyli głównie kursanci, zostali przywiązani do liny i dwoma „tramwajami” ruszyliśmy w górę. Większość z nas założyła też raki. Heniek pokazywał nam tworzące się po zawietrznej stronie grzbietu nawisy śnieżne, po których chodzenie grozi osunięciem się takiego „balkonika” i zejściem lawiny. W miejscach oblodzonych ci, którzy mieli albo raki, albo czekany, albo jedno i drugie, mieli okazję docenić posiadanie w górach zimą takiego sprzętu.
Po drodze utrwaliliśmy sobie kolejne szczyty w masywie Babiej Góry, czyli, patrząc od wschodu: Sokolicę, Kępę, Gówniak, Diablak, Pośredni, Kościółek Wschodni, Kościółek Zachodni, Złotnicę i Małą Babią Górę (Cyl). Widoczność była bardzo dobra, mogliśmy więc obserwować rozciągające się po stronie północnej pasma: Policy, Jałowieckie, Pewelskie, Koskowej Góry, Babicy, a w oddali Beskid Wyspowy, Mały i Śląski. Po stronie południowej rozciągał się Beskid Żywiecki z górującym Pilskiem oraz polskie i słowackie Karpaty: Mała Fatra, Wielka Fatra, Niżne Tatry, Orawska Magura, Tatry Zachodnie, Wysokie i Bielskie. Udało nam się znaleźć Giewont, Krywań i Wielki Chocz. W kotlinie rozciągało się Jezioro Orawskie oraz Orawska Polhora.
Po stronie słowackiej Babiej Góry przeszliśmy przez rozpadliny zwane Orawskimi Piwnicami i zatrzymaliśmy się przy ruinach dawnego schroniska na Babiej Górze. Zostało ono wybudowane w 1905 r. przez Beskiden-Verein. Jego solidna, kamienna konstrukcja była przystosowana do znoszenia trudnych warunków pogodowych. Znajdowało się na wysokości 1616 m n.p.m. W latach 30. Lasy Państwowe wygrały proces z Beskiden-Verein o prawo do zarządzania schroniskiem, ponieważ stały się prawnym użytkownikiem tego terenu. Od tego czasu schronisko nazywano schroniskiem szczytowym „Leśnik”. Po II wojnie światowej znalazło się na terenie Słowacji. W 1949 r. zostało podpalone, a jego ruiny rozebrano na przełomie lat 70. i 80. Przy ruinach wykorzystaliśmy fotograficzne zdolności Tomka i zrobiliśmy sobie zdjęcia grupowe z kilkunastu aparatów.
Schodząc, wypięliśmy się już z „tramwajów”. W miejscach bardziej stromych chętnie wykorzystywaliśmy technikę „dupozjazdu”. Po przerwie przy GOPR-ówce zeszliśmy do Zawoi Markowej, gdzie wkrótce przyjechał po nas naprawiony autobus. Już bez przygód, wysadzając po drodze niektórych uczestników, dotarliśmy do Bielska. Wyjazd i pogoda były bardzo udane. Dowodem na to są opalone twarze i słowa niektórych, że takie szkolenia moglibyśmy mieć co tydzień!