26-27 stycznia 2008 r.
Lista uczestników:
- Beata Góra
- Magda Nycz
- Jadzia Porębska
- Daga Chrobak
- Iza Powalska
- Ela Wala
- Magda Kalfas
- Monika Jędrysik
- Adaś Hoczek
- Tomek Niesyt
- Artur Braszkiewicz
- Paweł Pieńkowski
- Michał Wojarski
- Monika Foks
- Ewa Hoczek
- Kasia Porębska
- Renia Kupczak
- Dominik Kupczak
- Bartek Szpyrka
- Tomek Zalot
- Kasia Wicher
- Wojtek Biarda
- Franek Wawrzuta
DZIEŃ PIERWSZY
Z Bielska wyruszyliśmy pociągiem do Kalwarii Zebrzydowskiej. Z okien mogliśmy oglądać kolejne grzbiety Beskidu Małego: pasmo Hrobaczej Łąki, Bukowski Groń, Złotą Górkę, Jawornicę, Bliźniaki i Jaroszowicką Górę. W Kalwarii zatrzymaliśmy się na Rynku i przed kościołem św. Józefa. Następnie skierowaliśmy się pod górę, w kierunku klasztoru oo. bernardynów. Zarówno miasto, jak i sanktuarium pasyjno-maryjne zostały założone na początku XVII w. przez marszałka wielkiego koronnego, wojewodę krakowskiego i starostę lanckorońskiego Mikołaja Zebrzydowskiego. Rozmieszczenie 42 kaplic i kościołów między górą Żar i Lanckoroną jest analogiczne jak droga krzyżowa w Jerozolimie. W skład sanktuarium oprócz zespołu kaplic, zwanych Dróżkami, wchodzą też bazylika Matki Boskiej Anielskiej i klasztor bernardynów. Z placu przed klasztorem widać było Górę Lanckorońską, a w oddali Koskową Górę.
Po wejściu na teren klasztoru udaliśmy się w pierwszej kolejności do… kawiarenki klasztornej, gdzie w doskonałych humorach spałaszowaliśmy tutejsze szarlotki, kremówki i inne przysmaki. Po tym odpoczynku zaczęliśmy zwiedzanie klasztoru pod przewodnictwem bardzo sympatycznego zakonnika – brata Pawła. Pokazał nam makietę terenu sanktuarium z rozmieszczeniem poszczególnych obiektów sakralnych oraz wnętrze bazyliki. Za ołtarzem, w dawnym prezbiterium, mieści się miejsce przeznaczone dla chóru zakonników. Stoją tu późnorenesansowe stalle i pulpit na brewiarz. Na sklepieniu znajdują się piękne polichromie z aniołami autorstwa Włodzimierza Tetmajera. Weszliśmy też do kaplicy z cudownym obrazem Matki Boskiej. W krużgankach klasztornych obejrzeliśmy pochodzące z 1. poł. XVIII w. portrety fundatorów klasztoru, malowidło przedstawiające taniec śmierci oraz Sąd Ostateczny. Dowiedzieliśmy się, że pod dziedzińcem klasztoru pochowani są zmarli bracia zakonni. Po zasypaniu naszego brata pytaniami o życie zakonne rozstaliśmy się z nim ze smutkiem, ale jednej z nas udało się (bez większego oporu brata) otrzymać jego numer telefonu.
Wyruszyliśmy na Dróżki kalwaryjskie, czytając z przewodnika Franka o kolejnych kaplicach i kościółkach. Najpierw, za życia Mikołaja Zebrzydowskiego, powstały Dróżki Pana Jezusa. Obecnie liczą one 28 stacji i opowiadają historię od wyjścia Pana Jezusa w Wielki Czwartek z Wieczernika aż do Jego pogrzebu. Mikołaj Zebrzydowski wybudował też kaplicę Domku Matki Bożej, która stała się po jego śmierci zaczątkiem Dróżek Matki Boskiej, które liczą 24 stacje. Dróżki te oraz rozbudowa bazyliki i klasztoru to zasługa następców Mikołaja – jego syna Jana, wnuka Michała oraz rodziny Czartoryskich. Najstarszą kaplicę zaczęto budować w 1600 r. i przebudowano ją później na kościół Ukrzyżowania. Podeszliśmy do kościoła Grobu Pana Jezusa i do kaplic m.in.: Obnażenia, III Upadku, Płaczących Niewiast, św. Weroniki, Cyreneusza, Pałacu Heroda i Świętych Schodów. Przeszliśmy obok Bramy Wschodniej Jerozolimy i przez Most na Cedronie. Duże wrażenie zrobiło na nas wnętrze kościoła Grobu Matki Bożej.
Po południu przeszliśmy niebieskim szlakiem przez Górę Lanckorońską, na której znajdują się ruiny zamku starostów lanckorońskich z XIV w. Był on jednym z głównych punktów oporu konfederatów barskich. Popadł w ruinę na przełomie XVIII/XIX w. Po zejściu do Lanckorony zostawiliśmy nasze plecaki pod schroniskiem PTSM i pod opieką Bartka i udaliśmy się na mszę do pobliskiego kościoła. Wieczorem, po wspólnie przyrządzonej i skonsumowanej kolacji oddaliśmy się śpiewom i delektowaniu się ciastami. Jakimś cudem znalazła się też gitara i jeszcze większym – gitarzysta, którym okazał się Tomek. Po dniu pełnym wrażeń położyliśmy się spać rozdzieleni w dwóch pokojach.
DZIEŃ DRUGI
Rano Franek musiał włożyć wiele pracy, aby wyciągnąć z łóżka niektórych opornych. Po wspólnym śniadaniu wyruszyliśmy w drogę. Na Rynku w Lanckoronie dołączył do nas Michał. Na średniowiecznym, malowniczym Rynku znajduje się Izba Muzealna im. Antoniego Krajewskiego. Niebieskim szlakiem powędrowaliśmy w kierunku Koskowej Góry. Za sobą mieliśmy góry Żar i Żarek z klasztorem oraz Górę Lanckorońską. Po lewej stronie rozciągały się Pasma Barnasiówki i Babicy. Zatrzymaliśmy się w miejscu zwanym Lasy Groby, gdzie wznosi się krzyż upamiętniający spoczywających na tym terenie konfederatów barskich poległych w walce z rosyjskimi najeźdźcami w 1771 r. Po drodze przechodzliśmy obok jeszcze jednego krzyża upamiętniającego poległych konfederatów barskich. Przekraczając drogę z Sułkowic do Zembrzyc na Przełęczy Sanguszki, zatrzymaliśmy się przed piaskowcowym obeliskiem, na którym wyryto napis głoszący, że drogę tę zbudowano za rządów namiestnika Badeniego i marszałka krajowego księcia Eustachego Sanguszki w 1895 r.
W Harbutowicach zboczyliśmy ze szlaku niebieskiego na szlak czarny, aby zobaczyć Cisy Raciborskiego – dwa okazałe drzewa należące do tego rzadkiego gatunku, które ze względu na swój sędziwy wiek zostały uznane w 1954 r. za pomniki przyrody. Są to najstarsze cisy w Polsce. Okaz żeński liczy sobie między 1200 a 2000 lat, a wiek osobnika męskiego szacuje się na około 650-1000 lat, choć tak do końca tego nie wiadomo. Na pewno oba mają powyżej 600 lat. Zostały odkryte dla nauki przez profesora Mariana Raciborskiego, stąd ich nazwa.
Wreszcie wydrapaliśmy się na Koskową Górę. Pogoda w krótkim czasie zmieniła się na bardzo zimową, więc z przyjemnością schroniliśmy się na chwilę w tutejszej kaplicy. Żółtym szlakiem zaczęliśmy schodzić do Makowa Podhalańskiego. Przyspieszyliśmy tempo, bo chcieliśmy zdążyć na pociąg o 16.08. Franek zwrócił naszą uwagę na zerwę osuwiskową, czyli miejsce, gdzie wzdłuż stoku obsunęła się ziemia. Na pociąg niestety nie zdążyliśmy – zabrakło nam czterech minut. Nie zmartwiliśmy się tym jednak zbytnio i poszliśmy usiąść do ciepłej pizzerii. Czekając na dworcu na następny pociąg, rozgrzewaliśmy się, wykonując w kółku różne dziwne ruchy i tańce. Wyczekiwany środek lokomocji wtoczył się wreszcie na peron i pomknęliśmy do Bielska.

